London, day nine.

- autor: panna paulina

Monika zaplanowała dla nas urozmaicony grafik na dwa dni. Niestety, chodzenie spać o 6.00 i spanie do 12.00 wzięło górę. Dotarłam do niej w końcu na 14.00, efektem niewidzenia się przez szereg miesięcy były nie mające końca rozmowy i ciągle nowe tematy. W końcu wieczorem wybrałyśmy się na Angel do The Old Queen’s Head, by posłuchać muzyki na żywo. Gwiazdą wieczoru był duet Francuzek, choć skutecznie zamknęły nam usta już dwa supporty. Mansfield Tya zahipnotyzowały nas od pierwszych elektronicznych brzmień, wywołały dreszcze. Doszły też skrzypce i utwory na przemiań depresyjne, energetyczne, radosne. Kilka dni temu z dziecięcą radością dzieiłam się jajami od moich podwórkowych kur z Jacobem Monckem Mortensenem, teraz przypadło mi spotkać w toalecie te dwie niesamowite kobiety i podziękować im za wzbudzenie we mnie emocji, które zaspały kilka stacji temu.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.