Pełna sprzecznych uczuć ostatecznie zdecydowałam się polecieć. Kupno biletu 3 miesiące wcześniej grozi, w moim przypadku, zapomnieniem, kiedy się wylatuje. Dwa tygodnie temu, przekonana, że wylatuję 11. listopada, dopadło mnie wielkie zaskoczenie, gdy sprawdziłam dokładnie datę. Dzień po dniu zmieniałam zdanie – lecieć, czy nie lecieć 4. listopada. Nocą poprzedzającą to szaleństwo, zdecydowałam zostać jeszcze tydzień. Zaowocowało to w wieloraki sposób – uporałam się w większości ze zleceniami, posprzątałam w pokoju, byłam na koncercie Kamp! oraz wpadłam w kolejną rozterkę – czy lecieć w ogóle, skoro serce i pragnienia mnie zatrzymują.
Nie cierpię latać, ostatnie pół godziny w powietrzu, to dla mnie katorga, słyszę jak pod wodą, bolą mnie uszy, dzieci płaczą, stewardesy się pałętają w tę i we w tę. Pierwszy zakup, jeszcze na lotnisku w Stansted, to ukochany, wytęskniony Cranberry Juice. Metro nic się nie zmieniło, ciągle jazda nim sprawia mi frajdę, tylko ceny biletów zdają się być kolosalnie wyższe. Po prawej ktoś gra na smartphonie w piłkę nożną, po lewej ktoś ogląda 6. odcinek „Dextera” na iPodzie, naprzeciwko ktoś energicznie uderza w wyświetlacz iPhona, chyba grał w Tekkena, a ja niecierpliwię się, kiedy ptaki z Angry Birds mozolnie lecą, a belki rozpadają się żółwim tempem… „Nie przeliczaj, nie przeliczaj” – powtarzam sobie, a funty nieubłaganie znikają mi z portfela. Przemieszczenie się z lotniska do East Croydon nazbyt się przedłużyło, jednym ciekawszym epizodem był Anglik w metrze, który szeroko uśmiechnął się do mnie i powiedział „hi”. Tutaj nawet we wtorki ludzie tłumnie wracają z imprez. Po przejściu przez wąskie czerwone drzwi przy ulicy Cambridge Road, wejściu po wąskich schodach pokrytych szarą wykładziną dywanową, w końcu mogłam spokojnie usiąść w kuchni, napić się wódki z Maćkiem i zjeść śledzie ze słoika z polską etykietą.
Jest tutaj cieplej i słoneczniej, ale bezzmiennie jak na mój poranek przystało – kawowo i leniwie. W towarzystwie Lany Del Rey zjedliśmy śniadanie – sadzone jajko i jedyne fasolki jakie lubię. Znów nałogowo piję herbatę z mlekiem. Może zacznę słodzić? Ciekawe, czy tutaj też jest drogi cukier.















